Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/curia.w-jezyk.augustow.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server154327/ftp/paka.php on line 5
i Fred Decluette. Obaj byli pogrążeni w rozmowie. Wyglądali na zdziwionych obecnością Becka. - Dzień dobry, panie Merchant - powiedział Fred. - Fred, George, jak się macie! - Potworne. - George potrząsnął smutno swoją łysiejącą głową, po czym otarł z niej pot chusteczką. - Potworne. Beck spojrzał na brudną podłogę. Wczoraj w miejscu, gdzie teraz stał, musiała być kałuża krwi. Dziś rano, zanim pojawiła się poranna zmiana, ktoś postarał się o uprzątnięcie wszystkiego. - Zajęliśmy się tym bałaganem - powiedział Fred, jakby czytając w myślach Becka. - Inaczej źle by to wpłynęło na załogę. Nie trzeba dodatkowo przypominać wszystkim, co się zdarzyło. - Może to by się akurat przydało - burknął George. - Byliby bardziej uważni, nie tak nieostrożni. Beck nie chciał uderzyć tego niewrażliwego idioty, przesunął się więc bliżej do maszyny. - Wytłumacz mi, co się stało - poprosił Freda. - Fred wszystko mi już opowiedział - wtrącił George. - Muszę to zobaczyć na własne oczy, George. Huff będzie chciał znać szczegóły. Fred wskazał wadliwy pas klinowy i zaczął tłumaczyć, co poszło źle, gdy Paulik próbował go naprawić. Beck zauważył, że przez cały ten czas George trzymał się w bezpiecznej odległości od maszynerii. - Wezwaliśmy już inżyniera. Ma przyjechać jutro i naprawić podajnik - dorzucił Fred. - Mówiłem, żeby to zrobił z samego rana - powiedział George, Beck spojrzał w górę, na żelazne rury, przesuwające się nad ich głowami na chybotliwym podajniku. - Czy to bezpieczne, by ten sprzęt nadal pracował? - spytał brygadzistę. - Moim zdaniem tak - odparł czym prędzej George. Fred wyglądał na mniej przekonanego, ale po chwili kiwnął głową. - Pan Robson tak uważa, a przecież powinien się na tym znać. Beck zawahał się, a potem rzekł: - No dobrze. Upewnijcie się tylko, że wszyscy wiedzą o tym, co się stało, i ostrzeżcie ich... - Robotnicy wiedzą już o wszystkim, panie Merchant. Takie wieści rozchodzą się nader szybko. Oczywiście. Beck skinął lekko głową George'owi Robsonowi, odwrócił się i ruszył z powrotem. Koszula przywarła mu do pleców. Czuł strugi potu lejące się po piersi. Zaledwie po pięciu minutach w hali był mokry, a jego płuca z trudem radziły sobie z wydalaniem gorącego powietrza, którym oddychał. Pracujący tu mężczyźni wytrzymywali takie warunki przez osiem godzin, a nawet dłużej, jeśli pracowali na podwójną zmianę, żeby trochę dorobić w nadgodzinach. Przechodząc obok maszyny z namalowanym na niej białym krzyżem, zwolnił, zastanawiając się, czy George'owi Robsonowi przyszło kiedyś do głowy, by zapytać, co oznacza. Może nawet go nie zauważył. Za to Sayre, owszem. Beck zwolnił jeszcze bardziej, aż wreszcie się zatrzymał. Wpatrywał się zamyślony w krzyż, rozważając tragedię, jaką symbolizował. Wreszcie odwrócił się gwałtownie na pięcie i ruszył spiesznie z powrotem, w stronę Freda Decluette'a i kierownika działu BHP. - Chryste, gazety będą miały używanie. - Huff poruszał ustami, jakby trzymał między wargami papierosa. - Zupełnie jak ostatnim razem, gdy ktoś tam miał wypadek przy pracy. - Beck powinien poczekać kilka dni, zanim ci powiedział - rzucił Chris z drugiego końca pokoju

- Nie wystarczy tylko być sobą. Trzeba chcieć tego i to umieć. Trzeba wciąż tworzyć siebie, aby być sobą... Ale

walczyć, ale było ich zbyt wielu. To sprawka Evy. Ona ich na nas nasłała.
przyjaciele, a ja cię zastałam z kobietą!
bibliotece, odczytując po raz drugi przerażający list, który dotarł do jego córki w pudle
- Au! Boh. - Bezskutecznie próbowała się oswobodzić. - Jeśli tak ci brakuje szacunku, to zaraz zawołam służbę. Z całym szacunkiem wezmą cię na ręce i zaniosą do twoich apartamentów. A jeśli mnie zaraz nie puścisz, zademonstruję ci pewien niezawodny sposób obezwładniania przeciwnika.
- Czy to dobrze? - spytała szeptem Becky.
- No, jazda do środka - mruknęła, umieszczając ostrożnie pudding w rondlu.
w Indiach tygrysach. Alec miał wielką ochotę spytać: „A co panu te nieszczęsne tygrysy
Drugi z Kozaków nadal usiłował odciągnąć ją na bok, ale ona oglądała się wciąż ze
- Przepraszam, nie miałem zamiaru cię budzić, chciałem tylko zaciągnąć zasłony.
pościg za nią czterech najlepszych podkomendnych. I miał na każde zawołanie wielu innych,
- Oczywiście, że istniał powód, dla którego zostałeś w Londynie, tylko wtedy go
- Gdzie mieszkasz? – zapytał.
Spili się do nieprzytomności, splądrowali oberżę, napastowali dziewczęta, które tam podają,
Przerwało im donośne rżenie. Obydwoje wybuchnęli śmiechem, gdy wielki koński

- Nie sądzę... Aha, przyszedłem w sprawie kolacji. Dziś nie wolno się spóźnić, bo na przystawkę będzie suflet. Pani Burchett zdradziła mi też, że planowała podać przepiórki,

- Chce pan zabić ich wszystkich, monsieur? To nie będzie łatwe nawet dla kogoś tak wszechwładnego jak pan.
Była przerażona i zdumiona. Mimo to próbowała stawić czoło Kurkowowi.
opiera, ale był pewny, że wreszcie uda mu się go zdobyć. Prędzej czy później. –

- Każdy lubi wygrywać. Mówią, że wygrana działa jak afrodyzjak - wymruczał jej

Planeta Maski była jednym wielkim magazynem masek, które znajdowały się wszędzie: poukładane na półkach,
dlatego, że przyglądał się twoim włosom, wyobrażając sobie, jak łaskoczesz nimi jego brzuch. - Patrzył jej w oczy przez kilka sekund, a potem włożył okulary i kask. - Chodźmy. Z tymi słowy otworzył wrota do piekieł. Takie było pierwsze wrażenie Sayre. Żar buchnął w nią z pełną mocą, niczym ogromna dłoń napierająca na pierś, aż do granicy wytrzymałości. Beck był kilka kroków przed nią, schodził po metalowych schodach prowadzących w dół, do hali. Wyczuwając jej wahanie, spojrzał za siebie. - Zmieniłaś zdanie? - zawołał, przekrzykując hałas. Potrząsnęła przecząco głową i pokazała, aby ruszał dalej. Beck poprowadził ją w dół. Metalowe stopnie wydawały się tak rozgrzane, że niemal parzyły przez podeszwy butów. Zaczęła się obawiać, że skóra, z jakiej zrobiono mokasyny, roztopi się pod wpływem gorąca. Pod jej stopami rozciągało się królestwo hałasu. Przepastność hali zdumiała ją bezgranicznie. Zdawało się, że pomieszczenie nie ma końca. Nie dostrzegała przeciwległej ściany, jedynie ciemność, gęstą czerń rozświetlaną snopami iskier i blaskiem bijącym z kadzi pełnych płynnego metalu. Wielkie chochle wlewały rozżarzony do białości stop do wagoników przesuwających się pod sufitem na pojedynczej szynie. Słyszała brzęk metalu o metal, łomotanie przenośników taśmowych, jednostajne buczenie i stukot maszyn. Panował tu wieczny hałas i przytłaczający mrok, jednak najgorszy był upał, przed którym nie można się było nigdzie schronić. Raz wciągnięty w płuca stawał się nieodłączną częścią tutejszej egzystencji. Wulkanami tego podziemnego świata byli mężczyźni o spoconych twarzach przesłoniętych okularami ochronnymi. Wpatrywali się w Becka i Sayre z mieszaniną szacunku i nieufności. Byli w nieustannym ruchu, niektórzy z nich obsługiwali kilka maszyn. W tej pracy nie było czasu na siedzenie. Robotnicy musieli nieustannie obserwować, czy gdzieś nie pojawi się niekontrolowane iskrzenie, wyciek, wywrotka i inne wypadki. Od tego zależało ich życie. - Nie musisz tego robić, Sayre - powiedział Beck prosto do ucha. - Nie musisz nikomu niczego udowadniać. Jasne, że nie muszę, pomyślała. Spojrzała na rząd rozświetlonych okien wysoko ponad ich głowami. Tak jak się spodziewała, w jednym z nich stał Huff, tytaniczny władca piekielnych czeluści, w szerokim rozkroku, paląc papierosa, którego czubek żarzył się na czerwono. Widząc jego pełne samozadowolenia, wyzywające spojrzenie, Sayre poprosiła Becka: - Oprowadź mnie. Ruszyli w drogę. - Produkujemy stop złożony głównie z żelaza, z małym dodatkiem węgla i krzemu - zaczął tłumaczyć Beck. Sayre kiwnęła tylko głową. - Hoyle Enterprises skupuje złom. Mamy swoje źródła dostaw w kilku stanach. Towar dociera tu koleją, całymi tonami. Sayre podejrzewała, że wielkie złomowisko widoczne na tyłach odlewni było złem koniecznym, chociaż pamiętała, jak matka spytała kiedyś Huffa, czy nie mógłby zbudować płotu lub czegoś w tym rodzaju, co odgrodziłoby tę wielką hałdę od autostrady. Oczywiście Huff nie chciał o tym słyszeć, ze względu na koszty. - Gdyby nie ta sterta śmieci, jak ją nazywasz, nie nosiłabyś futra z norek i nie jeździła cadillakiem - odparł tylko. - Złom jest przetapiany w piecach zwanych kopułami - ciągnął Beck. - Płynny metal jest przelewany do wirówki, która robi odlewy, używając zmiennych sił odśrodkowych, albo do form piaskowych.
- Na pewno nie spałam z głową na twoim ramieniu. Zmyślasz! W ogóle cała ta rozmowa jest bez sensu.

- Knight! - zawołał ktoś słabym głosem.

- Pojechała do domu.
- Mamy zjeść kolację tutaj, pamiętaj.